
Artykuł z numeru: 7/2010
"Kto przeżyje, żyć będzie"
Tym powiedzeniem prezydenta Lecha Wałęsy podsumował prof. Sławomir Podlaski czerwcowe seminarium na SGGW w Warszawie.
Hodowla odmian to żmudny i długotrwały proces, który nie zawsze przynosi odpowiednie zyski. Zdjęcia: Panek
Ostatnie 20 lat dla przemysłu nasiennego w Polsce zostało zmarnowane. Przez ten okres trwało ciągłe wzmacnianie sektora przed prywatyzacją. W latach 1998-2007 wydano bowiem realnie 208 mln zł na wsparcie krajowej hodowli. Tymczasem stan polskiego przemysłu nasiennego w porównaniu ze światowym jest obecnie gorszy niż 10-20 lat temu. Rozwój rynku nasiennego jest kształtowany prawami obiektywnymi, a Agencja Nieruchomości Rolnych i Ministerstwo Rolnictwa mogą je tylko przyspieszać lub hamować, ale nie mogą ich zatrzymać. Polski rynek nasienny jest przedziwny. Konkurują na nim odmiany wyhodowane przez IHAR-PIB i spółki ANR. Tylko że IHAR-PIB dostaje dotacje na prace naukowe, a spółki ANR od kilku lat ich nie otrzymują. Konkurencja jest więc nie do końca uczciwa.
Czas na decyzje
W krajach rozwiniętych typowa jest prywatna własność firm hodowlanych i nasiennych. Czas najwyższy na odważne decyzje, bo ich brak oznacza staczanie się polskiej hodowli. Z każdym rokiem pogarszają się bowiem warunki do tworzenia krajowych odmian, które mogą konkurować z zagranicznymi.
dr Arkadiusz Artyszak
Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie












