
Artykuł z numeru: 1/2010
Mikroelementy tak, ale w terminie
Dolistna aplikacja różnego typu „odżywek” staje się standardem zwłaszcza w przypadku intensywnie prowadzonych łanów zbóż ozimych.

Mikroskładniki najłatwiej można dostarczyć poprzez nawożenie dolistne. Jednak podstawą jest wybór właściwego terminu .Zdjęcie: Panek
Podczas wykonywania licznych zabiegów ochrony zbóż jest możliwość dodania różnych nawozów dolistnych. Problem w tym, żeby ten nakład miał uzasadnienie. Stosowanie mikroskładników w zbożach ozimych jest uzasadnione tylko wówczas, gdy potencjał plonotwórczy uprawianych odmian zostanie zrealizowany w 85% (70-80 dt/ha) na glebach mocnych lub w 66-75% (50-60 dt/ha) na glebach słabych dla aktualnie uprawianego gatunku zboża, kontrolując tylko klasyczne makroskładniki (P , K, Mg, S) i odczyn.
Najczęściej ich brakuje
Naturalna zasobność gleby w mikroskładniki jest jedną z podstawowych cech określających ich sens włączenia w plan nawozowy (tabela 1.). Wśród przedstawionych gatunków nawet żyto, mające bardzo dobrze rozbudowany system korzeniowy, jest wrażliwe na te mikroskładniki, które na glebach lekkich, a zwłaszcza bardzo lekkich, występują ze swej natury w małych ilościach. Rozważając naturalną żyzność gleb w ujęciu gospodarki mikroelementami w łanie zbóż, trzeba zwrócić uwagę odczyn gleby, jako czynnik określający zawartości frakcji przyswajalnej czy potencjalnie pobieranej przez roślinę. Generalnie wraz ze spadkiem odczynu gleby wzrasta zawartość mikroskładników. Jednocześnie zwiększa się też zawartość toksycznego glinu, a mangan z mikroskładnika niezbędnego dla rośliny przekształca się w toksyczny pierwiastek śladowy.
prof. Witold Grzebisz
Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu












