Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:



Sonda
Czy sam się spiszesz (przez internet) w powszechnym spisie rolnym?
 
Tak
Nie
Nie wiem



Warto kupić
Text

Artykuł z numeru: 1/2010
Badaj zasobność gleby

Koszt nawożenia to 30-40% ogółu nakładów ponoszonych na uprawę głównych roślin uprawnych. Zatem przy planowaniu tego zabiegu jest o czym myśleć
.


Pobieranie specjalnymi laskami próbek gleby na zawartość Nmin – pole żyta, gleba V klasy, 3 marca 2009 r. Zdjęcie: Kościelniak

Zima i przedwiośnie są tymi porami roku, kiedy można ze spokojem przemyśleć i zaplanować nawożenie na nadchodzący okres wegetacji. Jest to sprawa istotna, ponieważ wszystkie nawozy są drogie, a w przyszłości będą jeszcze droższe. Niestety, bez ich racjonalnego stosowania nie można uzyskać zadowalających plonów.

Wędrujące minimum

W realizowanym doradztwie nawozowym obok prawa minimum Liebiga, które mówi, że stopień wzrostu roślin zależy od składnika pokarmowego występującego w minimum w stosunku do ich potrzeb, kieruję się praktycznym wykorzystaniem definicji „optymalne właściwości agronomiczne gleb”. Otóż według prof. Mariusza Fotymy z IUNG-PIB za optymalne uważa się takie właściwości agrochemiczne, które zapewniają uzyskanie wysokich i wiernych plonów. Inna definicja mówi, że po osiągnięciu optymalnego odczynu i zawartości danego składnika w glebie rośliny już nie reagują na jego stosowanie w nawozach (tabela).
Wartości prezentowane w tabeli mają charakter przybliżony, gdyż wykazują dużą zmienność, zależnie od przebiegu pogody oraz cech gatunkowych i odmianowych uprawianych roślin. W lata ciepłe i wilgotne dostępność składników pokarmowych jest znacznie większa. Optymalne zasobności kształtują się wówczas na niższym poziomie. Rośliny o głębokim i rozgałęzionym systemie korzeniowym oraz dobrze wykorzystujące składniki z ornej i podornej warstwy gleby zadowalają się znacznie niższymi zawartościami. Dlatego uprawa mechaniczna gleby powinna być tak prowadzona, aby rośliny mogły wytwarzać głęboki, mocny system korzeniowy.
Z przytoczonych definicji oraz danych liczbowych wynika, że na glebach o niskiej zasobności w dany składnik dawki pokarmowe należy tak układać, aby obok pokrycia bieżących potrzeb pokarmowych roślin wprowadzić naddatek celem poprawienia zasobności gleby. Równolegle zakwaszone gleby należy wapnować. Natomiast na glebach bardzo zasobnych w składniki pokarmowe można okresowo zrezygnować z ich stosowania.

Zasobność się utrzymywała

W latach 90. ubiegłego wieku prowadząc pole doświadczalne w Łosiowie, które charakteryzowało się bardzo wysoką zawartością fosforu (P2O5 35 mg) i wysoką potasu (K2O 23-25 mg), na polach wyrównawczych (okalających doświadczalne) zrezygnowałem z nawożenia tymi składnikami pokarmowymi. Pod doświadczenia ścisłe stosowałem je w dolnych zalecanych dawkach. W trakcie wegetacji nie obserwowałem niedoboru tych składników, a uzyskiwane plony zbóż i rzepaku były wysokie – porównywalne z plonami na doświadczeniach ścisłych. Po kilku latach zrezygnowałem również z nawożenia P i K pod doświadczenia ścisłe. Warto podkreślić, że zawartość przyswajalnego P2O5 i K2O przy przyorywanej słomie zbożowej i rzepakowej oraz poplonie ścierniskowym i liściach buraczanych przez lata utrzymywała się na wyjściowym poziomie, co wykazały coroczne wyniki badań gleby.
W kilku gospodarstwach z terenu województwa opolskiego, z którymi od lat współpracuję, dawki fosforu, potasu i magnezu są ustalane pod kątem uzyskania optymalnej zawartości tych pierwiastków w glebie. Gospodarstwa te oczywiście dysponują aktualnymi badaniami gleb, a próbki są pobierane przez wyspecjalizowane firmy z wykorzystaniem GPS.
Na polach, o zasobności fosforu i potasu przekraczającej wartości podane w tabeli, pod zbiory w 2008 i 2009 r. w ogóle nie nawożono wymienionymi pierwiastkami. Dotyczyło to mniej więcej 1/2 do 2/3 areału danego gospodarstwa. Rolnicy przyzwyczajeni do corocznego nawożenia pól tymi składnikami mieli duże obawy względem przyszłych plonów pszenicy ozimej, rzepaku i kukurydzy ziarnowej. W 2008 r. na wybranych polach w 5 gospodarstwach pszenica ozima bez nawożenia P i K sypała powyżej 100 dt/ha. Z kolei rzepak ozimy plonował znacznie powyżej 40 dt/ha. W ubiegłym roku plony rzepaku w tych gospodarstwach były na poziomie poprzedniego roku. Natomiast pszenica ozima, pomimo dużego zagrożenia ze strony chorób grzybowych po obfitych opadach deszczu na przełomie czerwca i lipca, w 3 gospodarstwach plonowała na poziomie poprzedniego roku – 75-85 dt/ha.

Brak wiary w wyniki?

Problem badania zasobności i odczynu gleb tkwi przede wszystkim w mentalności wielu rolników. Doskonale pamiętam lata 70.-80. ubiegłego wieku, gdy analizy chemiczne gleb były darmowe. Mimo tego wielu rolników z nich nie korzystało. Otrzymane ze Stacji Chemiczno-Rolniczych zeszyty z wynikami badań wraz z zaleceniami nawozowymi leżały zakurzone w szufladach. Rolnicy wysiewali nawozy według własnego uznania albo ogólnie przyjętych standardów, które nie wiadomo kto  i kiedy ustalił, np. pod zboża: P2O5 40-60 kg/ha i K2O 90-120 kg/ha. Światli rolnicy korzystali z tych badań i robią to z dużym pożytkiem do tej pory. Obecnie, gdy o badania gleby potrzeba zatroszczyć się samemu i wykonać na swój koszt, ich wykonywanie jest rzadkością. W dużej wiosce, w której mieszkam, tylko kilku rolników posiada aktualne wyniki badań chemicznych gleby. Ten stan rzeczy wynika z faktu, że większość producentów nie docenia znaczenia prawidłowego nawożenia roślin. Są to przeważnie rolnicy już w podeszłym wieku oraz młodzi bez fachowego wykształcenia. Tymczasem nie ma innego sposobu racjonalnego i oszczędnego nawożenia, jak ustalanie dawek nawozów pod wysokość spodziewanych plonów, na bazie zawartości składników pokarmowych w glebie.
Zmierzając do optymalizacji nakładów na produkcję polową, należy znać nie tylko odczyn gleby (pH) oraz zasobność w fosfor, potas i magnez, ale również zawartość próchnicy glebowej, mikroelementów, a w gospodarstwach specjalizujących się w uprawie rzepaku także siarki. O żyzności i urodzajności gleb w pierwszej kolejności decyduje próchnica. Obecnie, gdy w strukturze zasiewów dominują zboża (75-80% ­­i więcej), a gospodarstw bezinwentarzowych jest coraz więcej, zawartość próchnicy w glebach maleje. Z tego względu trzeba analizować jej zmiany w glebie. W razie ubytku należy wprowadzić nawożenie słomą i uprawę roślin wzbogacających glebę w materię organiczną (poplony).

Najpierw budować podstawy

Od kilkunastu lat w powszechnej praktyce panuje moda na dolistne dokarmianie roślin nawozami mikroelementowymi. Robią to również niejednokrotnie rolnicy gospodarujący na żyznych glebach klasy I-IIIb, z natury zasobnych we wszystkie składniki pokarmowe. W tym gronie są też placówki prowadzące doświadczenia polowe. Zgodnie z prawem Liebiga powinno się uzupełniać te pierwiastki, których brakuje w danej glebie. Przy prawidłowym przebiegu wegetacji stosowanie na oko tzw. odżywek nie ma sensu i niepotrzebnie podraża produkcję. Lepiej zrezygnować z zakupu części odżywek,  a zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na badania zawartości mikroelementów. Nawożenie nimi w sytuacji braku zbilansowania żywienia podstawowymi makroskładnikami z pewnością poprawia samopoczucie rolnika. Jednak na wyniki produkcyjne nie ma większego wpływu i jest przysłowiowym kwiatkiem do kożucha.   

dr Władysław Kościelniak
doradca rolny


Komentarze
Dodaj komentarz
Zobacz wszystkie komentarze
 
© 2008 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone